Zgłoś uwagę

Niezbędnik kulturalny: "Nowa era wrocławskiego soundu"

O przełomie w programowaniu festiwalu WROsound, wspólnotowości tworzenia i muzyce, którą trzeba usłyszeć na żywo rozmawiamy z autorami zamieszania: Markiem Gluzińskim, Łukaszem Głośnym i debiutującym w roli kuratora festiwalu – Marcinem Cichym. Co przyniesie 9. edycja festiwalu WROsound i w jaki sposób przedstawi wrocławską scenę muzyczną? Możemy mówić chyba o nowej erze w historii festiwalu.

Marek Gluziński: Można to tak określić. Razem z Łukaszem Głośnym postanowiliśmy dać festiwalowi nowe życie, przeformatować podejście do programu. Od tego roku nie będziemy ograniczać się programowo tylko do sceny lokalnej. Kluczową cechę WROsoundu – wrocławskość – zdecydowaliśmy się sprowadzić do osoby wrocławskiego kuratora, który w tym mieście mieszka, tworzy i który ma dla lokalnej sceny muzycznej ogromne znaczenie. W nadchodzącej edycji będzie to Marcin Cichy, znany m.in. z zespołu Skalpel, klubu Kamfora czy początków Blend Records.
Marcin Cichy: Czuję się jak „świeżak”, bo pierwszy raz dostałem takie zaproszenie. Bardzo mnie to ucieszyło i pomyślałem, że jest to świetna okazja, by zorganizować festiwal… moich marzeń. Zaprosić artystów, których lubię i którzy wywarli na mnie wpływ. Zrobić coś, na co chętnie sam bym przyszedł.
Łukasz Głośny: Moglibyśmy co roku organizować festiwal złożony z wrocławskich muzyków, ale – tak jak Marek powiedział – chodzi nam o pokazanie nie tylko tego, co daje Wrocław, ale też tego, co przyjmuje. Również z zagranicy. Zmiany wprowadzamy już od 3. edycji, w tym roku zdecydowanie inaczej rozkładając akcenty zapraszanych gości.


Alex Smoke

Od dawna jesteście ważnymi postaciami wrocławskiej sceny muzycznej – każdy z was prowadził kiedyś swoje kluby muzyczne i w jakiś sposób inspirujecie się nawzajem. W Puzzlach, klubie Marka, rozpoczęła się kariera Electro-Acoustic Beat Sessions, których później Łukasz zaprosił na WROsound, a teraz wydali świetnie przyjętą płytę z utworami Krzysztofa Komedy.
MG: Jeżeli tak jak ja, Marcin czy Łukasz żyjesz w jednym mieście wiele lat i funkcjonujesz w konkretnym środowisku, to zależy ci na jego rozwoju. To naturalne, że nasze drogi się przecięły teraz, przy okazji WROsoundu, bo przecinały się już wcześniej: przy wspomnianych EABS-ach, Blend Records czy kiedy pożyczaliśmy sobie sprzęt, prowadząc kluby. Mamy świadomość budowania czegoś wspólnie. I to nie znaczy tylko „w trójkę”, ale wspólnie z wszystkimi ludźmi we Wrocławiu, którzy przychodzą na koncert, kupują bilety, słuchają płyt, wspierają artystów. Bo w ten sposób budujemy kulturę i w ten sposób wpływamy wzajemnie na rozwój nas wszystkich.

Kroki

WROsound to także pewna refleksja nad brzmieniem naszego miasta. Jak wygląda jego scena muzyczna?
ŁG: Jeśli chodzi o muzyków z Wrocławia, którzy wyszli poza przestrzenie naszego miasta, to musimy wskazać głównie projekty elektroniczne, okołoelektroniczne czy ewentualnie hip-hopowe. Tak jak Trójmiasto ma mocną scenę yassową, to nie będzie przesady, jeśli powiemy, że Wrocław ma mocną scenę elektroniczną.
MC: Myśląc o karierze poza Wrocławiem czy krajem, bardzo istotne jest, żeby poznać tych zagranicznych wykonawców od zaplecza: spotkać się w garderobie, podać swoją płytę. Jeśli tworzysz jakąś muzykę i nie masz jej gdzie pokazać, to ciągle robisz to tylko we Wrocławiu. A tegoroczny WROsound może być właśnie otwarciem na świat. Dla mnie ważne jest też, żeby – konfrontując scenę zagraniczną z wrocławską – pokazać, że ta wrocławska jest również bardzo silna.

Yeah But No, fot. anna K-O

Na scenie Impartu będzie można zobaczyć kilka premierowych projektów. Czy możecie zdradzić, jakie nowości przygotowujecie na WROsound?

MC: Po raz pierwszy wystąpię z moim solowym projektem Meeting by Chance, który być może kilku osobom we Wrocławiu jest już znany. Będzie to jednak pierwszy koncert, który w ogóle wykona ten „artysta” i będzie to koncert premierowy promujący płytę i wydawnictwo, które ukaże się w londyńskiej wytwórni Apollo (R&S Records). Oprócz tego wrocławską premierę płyty będzie miał u nas młody zespół Coals – dopiero wydaje swój pierwszy album, który zresztą miksowałem i masterowałem.
ŁG: Premierowo na WROsoundzie usłyszeć będzie można też zagranicznych gości: duet Yeah But No, Lone’a czy Alexa Smoke’a. Z polskich składów po raz pierwszy gościć we Wrocławiu będą Normal Bias i JANKA – projekt muzyków związanych z wytwórnią U Know Me Records (to będzie ich premierowy występ na żywo). Z kolei z lokalnej sceny usłyszymy Kroki, Club Alpino, Żółć. Całość uzupełni Long Arm – solowy projekt z St. Petersburga. Zaprosiliśmy 12 projektów, więc niewykluczone, że do grudnia jeszcze czymś zaskoczymy.

WROsound od zawsze prezentował różne gatunki alternatywy, ale wydaje mi się, że w tym roku program szczególnie mocno skupia się na muzyce elektronicznej. To jednak inna forma występu na żywo, muzyka może być generowana sztucznie, bo komputerowo. Jakiego rodzaju koncertowych doznań możemy się spodziewać w Imparcie?
MC: Muzyka jest iluzją. Gdy idziesz na występ prestidigitatora, to nie z zamiarem, że będziesz patrzeć mu za rękaw, prawda? Przyjmujesz to, co daje. I podobnie, uważam, działa sztuka.
ŁG: Zaprosiliśmy takich, a nie innych artystów, żeby nie było wątpliwości, czy posłuchać sobie ich w domu, czy zobaczyć na żywo. Mówimy o twórcach, którzy mają coś nowego do pokazania, jak w przypadku Lone’a, którego mix ukazał się właśnie na nowym albumie „Dj-Kicks”. Alex Smoke nie tak dawno był gwiazdą Audioriver.

Coals, fot. Maciej Gapiński
Wrocław nie narzeka na brak wydarzeń muzycznych. Częściej trzeba dokonywać selekcji niż czekać niecierpliwie na kolejny festiwal. Dlaczego warto przyjść w tym roku na WROsound?
MG: Hm, jeśli tak uważasz, to sprawdź, na ilu z tych wydarzeń możesz zetknąć się ze świeżymi prądami muzycznymi, z aktualnymi odkryciami, o których głośno w tzw. internetach i branżowej prasie. To jasne, że wybory komercyjnych organizatorów będą raczej zachowawcze, zgodne z masową potrzebą wyrażoną pięknie przez inżyniera Mamonia: Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. (…) No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę? W kontrze więc – cechą charakterystyczną dobrego festiwalu muzycznego, a takim jest WROsound – jest możliwość kreowania pewnych światów muzycznych, zestawiania świeżych czy eksperymentalnych gatunków muzycznych z headlinerami, którzy zapewniają frekwencję.
ŁG: Ja też pozwolę się nie zgodzić z twoim stwierdzeniem. Wrocław to prężna scena, obfitująca w bardzo ciekawe wydarzenia, jednak jesteśmy zdania, że wciąż jest miejsce na duży festiwal muzyczny. Do line-upu, którym po prostu bardzo się ekscytujemy, dochodzi zmiana przestrzeni w Imparcie: gramy na trzech scenach, aranżujemy scenę taneczną na środku parkietu (trzeba będzie ubrać wygodne buty i nastawić się na dużo tańczenia), robimy wizualizacyjne show. W galerii powstaje duży chillout room z leżakami i ekranem transmitującym wydarzenia.
MG: WROsound wygrywa różnorodnością i zaspokojeniem bardziej wysublimowanych gustów, a przede wszystkim klimatem, który generowany jest przez przemieszczanie się publiczności między scenami, ważne spotkania międzyludzkie i życie muzyką, a nie tylko jej konsumowanie.

Rozmawiał: Jacek Sterczewski

Artykuł pochodzi z listopadowego numeru Wrocławskiego Niezbędnika Kulturalnego.
Więcej na: www.wrosound.com

Galeria

Kliknij, aby powiększyć zdjęcie

wrosound_lineup

Podziel się

Wróć do spisu aktualności
<< Poprzednia Następna >>

Nagłówek


Email marketing software powered by FreshMail