Zgłoś uwagę

NIEZBĘDNIK KULTURALNY: rozmowa z Marcinem Pieńkowskim

Pierwsza połowa sierpnia upłynie we Wrocławiu pod znakiem filmu. Podczas tegorocznej edycji MFF T-Mobile Nowe Horyzonty poddani zostaniemy prowokacji. Doświadczymy kina, które budzi. Z Marcinem Pieńkowskim, dyrektorem artystycznym festiwalu, rozmawiamy o wsadzaniu kija w mrowisko.

Stowarzyszenie Nowe Horyzonty sprezentowało nam w tym roku poważny dylemat. Co wybrać – Wrocław czy Supraśl?

 

To dwa bardzo różne festiwale. W Nowych Horyzontach chodzi przede wszystkim o kino na najwyższym poziomie. W Supraślu chodzi o szeroko rozumianą powolność, bliskość natury, powolną kuchnię, muzykę, literaturę, także kino. We Wrocławiu będzie jak zawsze bardzo intensywnie, bo w programie grubo ponad 200 pełnometrażowych filmów, koncerty, wystawy, spotkania z twórcami. Tu nie ma powolności, nie ma oddechu – ale o to właśnie chodzi.

 

W ramach prezentacji filmowej mapy świata dzięki festiwalowi publiczność poznała już m.in. kino Nowej Zelandii i Australii, Turcji, Grecji czy Meksyku. W tym roku w programie nowe kino izraelskie jako jedna z perełek programu. Co sprawiło, że wybór padł właśnie na Izrael?

To niezwykle interesująca kinematografia – żywa, dynamicznie się rozwijająca, zaskakująca świeżością rozwiązań fabularnych, zaangażowana i nieustannie konfrontująca się z otaczającym światem. Izraelskie kino – jak i społeczeństwo, z którego wyrasta – jest różnorodne, poszukujące nowych tożsamości. Od niedawna mówi się o „nowej izraelskiej fali”, szturmem zdobywającej światowe festiwale. Podczas tegorocznej edycji przyjrzymy się, na czym polega jej siła. Polecam zwłaszcza „Pomiędzy”, „Włamywaczkę”, „Ludzie, którzy nie są mną” oraz „Przez ścianę”. Co ciekawe, wszystkie te filmy zostały zrealizowane przez kobiety.

 

Premiery i odkrycia. Wiemy na pewno, że nie można przegapić głośnego filmu Akiego Kaurismäkiego „Po tamtej stronie”. Co jeszcze festiwalowicz uznać powinien za obowiązkowe?

 

Z pewnością „A Ghost Story” – niezwykły poemat filmowy o nieśmiertelności; o tym, jak wyobrażamy sobie życie po śmierci. Na ekranie gwiazdy (Casey Affleck, Rooney Mara), ale to kino bardzo nowohoryzontowe – połączenie filmów Apichatponga Weerasethakula z amerykańskim kinem niezależnym. Poza tym petardy z Cannes: fenomenalna satyra Rubena Östlunda „The Square” nagrodzona Złotą Palmą, nowy powalający film Andrieja Zwiagincewa „Niemiłość”, mocny thriller erotyczny „Podwójny kochanek” Francois Ozona, gwiazdorskie „Na pokuszenie” Sofii Coppoli i wiele innych mocnych tytułów, na które pewnie szybko zabraknie biletów. Ja bardzo, ale to bardzo polecam tegoroczną, niezwykle mocną sekcję konkursową – będzie tam dużo odkryć, także polskich. Proszę dać jej szansę, a nie pożałują Państwo.

 

Przygotowaliście retrospektywy mistrza francuskiej Nowej Fali Jacquesa Rivette'a i Freda Kelemena - wieloletniego współpracownika genialnego Béli Tarra. Od których filmów tych twórców warto zacząć, aby sięgnąć po kolejne? Co polecałbyś jako tzw. starter?

 

Jeśli chodzi o Rivette’a, to na początek polecam „Piękną złośnicę”. Absolutnym deserem powinna być któraś z części „Out 1” – filmu, który trwa w sumie 13 godzin! To cudowny filmowy sen, który trzeba przeżywać w sali kinowej – absolutne, chociaż zapomniane arcydzieło. Proszę nie bać się trudnych, melancholijnych filmów Freda Kelemena. Prawie wszystkie zostały zrealizowane w czerni i bieli, na taśmie filmowej – to mistrz kreowania nieco apokaliptycznej, dekadenckiej atmosfery. Spotkanie z jego kinem (i nim samym, bo będzie naszym gościem) będzie doświadczeniem podskórnym, bardzo emocjonalnym.

 

Brexit. Tendencje nacjonalistyczne. Czarne marsze. Niewątpliwie przez świat przechodzi fala protestu. Nie ominęła też Wrocławia. Na festiwalu zobaczymy w tym roku nową sekcję - Kino Protestu. Protest i bunt to także punkty wyjścia dla tegorocznej identyfikacji. Co nam pokażecie? Co z tego wyniesiemy? Czy kinem możemy zawalczyć o lepsze jutro?

 

Bunt, rewolucja, opór, protest. Kino właściwie od początku było narzędziem sprzeciwu. Chcemy zobaczyć, jak buntowało się na przestrzeni dekad w różnych zakątkach świata i jak reaguje na rzeczywistość obecnie. Chcieliśmy, żeby ta sekcja była mocna, kontrowersyjna, prowokacyjna, zadawała mnóstwo niewygodnych pytań i budziła do dyskusji. Myślę, że w Kinie Nowe Horyzonty będzie dużo burzliwych rozmów.

 

 

Przyznaję, że z niecierpliwością czekam w tym roku na Trzecie Oko i „Good Girls Gone Bad”. To dopiero kino protestu! Oto kobieta wychodzi z przypisanej jej roli. Zamienia się w kanibalkę, sukę, bestię. Pierwiastek męski jest zagrożony. Brzmi jak horror. Jest się czego bać?

 

Jest! Zwłaszcza po obejrzeniu takich filmów jak „Marlina: zbrodnia w czterech aktach” czy „Mięso”. Nasz festiwal chce dekonstruować, burzyć stereotypy, wsadzać kij w mrowisko. I ta prowokacyjna sekcja robi to doskonale. Gdybyśmy zrobili zwyczajną sekcję feministyczną – byłoby po prostu nudno.

 

Kultura, w tym kino, ma to do siebie, że odzwierciedla stan ducha człowieka, społeczeństwa w ogóle. W którejś z relacji z tegorocznego Cannes przeczytałam: „w konkursie dominują filmy o przemocy, depresji, rozpadzie związków i relacji międzyludzkich”. Jako dyrektor artystyczny zobaczyłeś ostatnio setki nowych filmów - jakie masz wrażenia? Jakie nastroje panują dziś w kinie? O jakim świecie i człowieku ono opowiada?

 

Tak, to prawda. Tego przykładem jest chociażby wspomniana „Niemiłość” – film o koszmarze rozwodu, ale koszmarze przede wszystkim dla bezbronnego dziecka, bo rodzice pokazani są tu jak zapatrzeni w siebie egoiści. Ale ja bardzo cenię filmy, które niekoniecznie są ciężkimi dramatami. I cieszę się, że tegoroczne festiwale wygrywały specyficzne komedie. Węgierska „Dusza i ciało” to przedziwna komedia romantyczna, pełna surrealistycznych zwrotów akcji, „Po tamtej stronie” Aki Kaurismakiego to czarna komedia o uchodźcach, zaś „The Square” to wytrawna, buñuelowska w duchu satyra na bezczelny świat sztuki współczesnej. Wszystkie te filmy zobaczymy we Wrocławiu. To wspaniałe, że współczesne kino jednak potrafi być wielowymiarowe i zdystansowane.

 

Pełną rozmowę znaleźć można w nowym, wakacyjnym wydaniu Wrocławskiego Niezbędnika Kulturalnego.

Dwumiesięczna edycja Wrocławskiego Niezbędnika Kulturalnego wydana została w dwóch językach (polskim i angielskim), w numerze znajdują się także zapowiedzi kulturalnych wydarzeń w języku ukraińskim. Gazeta jest bezpłatna, znaleźć ją można w Barbarze - Infopunkcie ESK, Kinie Nowe Horyzonty i we wrocławskich instytucjach kultury oraz wybranych kawiarniach, barach oraz plażach w całym mieście.​

 

      Fot. Marcin Jędrzejczak

Galeria

Kliknij, aby powiększyć zdjęcie

Marcin Pieńkowski: Będzie dużo burzliwych rozmów

Podziel się

Wróć do spisu aktualności
<< Poprzednia Następna >>

Nagłówek


Email marketing software powered by FreshMail